Internet – czy ktoś go jeszcze NIE używa?
W dzisiejszych czasach większość społeczeństwa aktywnie korzysta z internetu. Nikogo nie dziwi (jak jeszcze dekadę temu) 70-letnia osoba aktywna na Facebooku czy Instagramie. Jednak to młodzież wiedzie prym w korzystaniu z rozmaitych platform społecznościowych. Facebook, Instagram, YouTube i wiele innych, to dla nich codzienność. Większość z nich nie pamięta świata sprzed ery Internetu.
Z jednej strony – Nobla dla jego twórców – mamy nieograniczone możliwości kontaktu ze znajomymi z całego świata. Nie ważne, że przyjaciółka wyjechała 3 000 km dalej – dzięki social mediom możemy nie tylko na bieżąco śledzić jej życie, lecz również „spotykać się” twarzą w twarz za pomocą rozmaitych komunikatorów. „List” do znajomego trafia do niego w 2 minuty, a nie po 2 miesiącach wędrówki poprzez kolejne kraje. Dzięki rozmaitym słownikom, platformom edukacyjnym, kursom czy encyklopediom online mamy dostęp do nieograniczonej wręcz wiedzy za darmo. Brzmi świetnie, prawda?
Mimo, iż obecnie dzieci od najmłodszych lat korzystają z różnych portali, to często gubią się w tym świecie. Brak kontroli rodziców, bo „koledzy tak robią”. Rzadko kiedy młodzież zdaje sobie sprawę, że przyczyna=skutek, a Internet niczego nie zapomina. A nawet najlepszy kolega może puścić dalej zdjęcie, które z prędkością eboli rozprzestrzeni się w całej najbliższej społeczności.
„Wszystko, czego pragnęliśmy” Emily Giffin

Wszystko, czego pragnęliśmy to najnowsza książka Gyffin, która swoją premierę w Polsce miała właśnie dzisiaj. Choć tytuł tego nie sugeruje, to historia, jaką opisuje Giffin jest ściśle związana z tematyką, którą poruszyłam we wstępie do tego artykułu.
Finch, pochodzi z tzw. dobrego domu, a jego sytuacja polepszyła się jeszcze bardziej, gdy kilka lat temu jego ojciec wszedł w posiadanie sporych pieniędzy. Nie brakuje mu niczego, obraca się w równie elitarnym gronie kolegów z prestiżowej szkoły, a na dodatek właśnie dostał się do Princeton.
Kilka lat młodsza Lyla trafiła do tego samego liceum tylko dzięki stypendium. Samotnie wychowywana przez ciężko pracującego ojca, jej matka fruwa gdzieś po świecie, od jednej imprezy do drugiej. Wychowywana w dość skromnych warunkach Lyla za wszelką cenę stara się dostosować do nowych znajomych.
Połączyła ich wspólna szkoła, zamiłowanie do social mediów i ta jedna impreza, która wymknęła się z pod kontroli. Finch robi pijanej Lyli kompromitujące zdjęcie, na dodatek z rasistowskim podtekstem. Jak można się domyślić: rozchodzi się ona wśród znajomych z prędkością światła.
W pogoni za ideałem.
Mimo, iż rodzice doskonale zdają sobie sprawę z istnienia „jakichś tam” Snapchatów, Instagramów i innych SM, to zazwyczaj na tym ich wiedza się kończy. Współcześni 40, 50 latkowie – o ile nie jest to ich konik lub nie wymaga tego ich praca: niekoniecznie chętnie zapuszczają się w te rejony internetu. Często nie zdają sobie sprawy, że ich dziecko AŻ TAK aktywnie korzysta z platform społecznościowych, a nawet jeśli, to w obawie przed kłótnią nie ingerują w treści, jakie ich potomstwo zamieszcza w sieci.
Niestety w dzisiejszych czasach to głównie social media a nie rodzina są podwalinami pod samoocenę nastolatków. Nie wiedzą one, lub nie chcą wiedzieć, że zdjęcia ich idolek w większości przypadków są przepuszczane przez fotoszopkę lub inne programy, zanim zostaną pokazane światu. Jasne, chyba zawsze nastolatki porównywały się między sobą, jednak obecnie jest to o tyle groźniejsze, że ich wzorce są spaczane przez ekipy grafików. Fakt, że sm są wszechobecne sprawia, że „wyścigi” na lepsze zdjęcia, profile to wśród młodzieży norma. Problemem jest to, że rodzice często nie nadążają za coraz to nowymi „modami”, portalami. Ba! Nie chcą nadążać, wystarcza im stwierdzenie latorośli, że „wszyscy znajomi mają”, „każdy tak robi”.
Czy można było temu zapobiec?
Czas pędzi jak szalony, i rodzice często nie mają nawet czasu, by zainteresować się tym, co robi ich dziecko w wolnym czasie czy podczas spotkań z kolegami. Z jednej strony – kiedy dziecko jest młodsze – bywają nadopiekuńczy. Kiedy jednak podrośnie zostawiają je często samym sobie. „Bo to już prawie dorosła panna”, „Przecież za chwilę 18”. Przez nadopiekuńczość w młodym wieku, i późniejszą swobodę: nastolatki często się gubią. Zajęci rodzice zbyt mało czasu poświęcają na rozmowy z nimi: o dorastaniu, o zmieniającym się ciele. Choć powoli się to zmienia, to okres dorastania nadal bywa tematem tabu: zwłaszcza, jeśli rodzice wynieśli z domu takie wzorce.
Myślę, że w czasach, kiedy internet jest integralną częścią naszego życia, i wciąż się rozwija w niesamowitym tempie potrzebne jest wsparcie dla rodziców w tej kwestii. Nie, nie wyręczenie, jak czasem tego oczekują, lecz nakierowanie ich uwagi na mogące się pojawić problemy. Czy wielkim wyzwaniem dla szkoły byłoby zorganizowanie choćby raz w roku mini-szkolenia dla rodziców, prowadzonego przez duet psycholog + informatyk? Wykładu, który przybliżyłby im internetowe nowinki, i ukierunkował rozmowy z dzieckiem? Wydaje mi się, że tego rodzaju zajęcia, zresztą nie tylko dla rodziców, dla uczniów również, mogłyby stać się nieocenioną pomocą dla wielu rodzin. I być może pozwoliłyby uniknąć choć jednej tragedii, jaka się rozgrywa często na oczach internautów.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję:
Myślę, że dobrym pomysłem byłby zajęcia mające na celu edukowanie zarówno dzieci jak i rodziców odpowiedniego korzystania z Internetu. Internet sam w sobie nie uważam za zły, tylko trzeba umieć z niego korzystać.
Jestem bardzo świadomą 40 letnią mamą, doskonale znam Internet i SM, dlatego nie do końca się zgodzę z tezą, że 40, 50 latkowie jeśli nie muszą, nie używają Internetu. Książkę czytałam i wiem również, że zarówno rodzice Fincha, jak i Tom byli świadomi działania SM, bo sami z nich korzystali. Problemem było nie tylko rozesłanie zdjęcia z rasistowskim podpisem, ale też postawa otoczenia na to wydarzenie.
Oczywiście, że nie każdy 40, 50 latek ma zerową wiedzę o SM, co zresztą zaznaczyłam w tekście – „niekoniecznie chętnie…”, co nie znaczy, że jest to regułą. Sama znam 50 latków (czy nawet jeszcze starsze osoby) intensywnie korzystających z sieci: ale równocześnie znam podobną ich liczbę, gdzie wysłanie maila czy wiadomości na mesengerze to wszystko, czego im do szczęścia potrzeba. Zresztą nawet sporo młodsze osoby często korzystają z SM ze sporą dozą bezmyślności, publikując przed całym światem zdjęcia czy informacje, które raczej powinny pozostać w gronie rodziny czy najbliższych przyjaciół. Sam wpis nie jest oparty w 100% na treści książki (całość mojej opinii na jej temat ukaże się w osobnym poście – i tu jak najbardziej się zgadzam odnośnie postawy otoczenia w reakcji na całą sytuację) – po prostu opisałam problem zbytniej swobody nastolatków w sieci odwołując… Czytaj więcej »
Oj to prawda, chociaż my, młodzież, pewnie wolimy, jeśli rodzice nie wiedzą zbyt dużo o tym, co robimy w internecie, takie szkolenie mogłoby się przydać. Gdy widzę dzieciaki, które myślą, że są w internecie anonimowe i bezkarne, aż mi się przykro robi…